Laboratorium
07/05/2007 · Link

Długi weekend spędziłem na wsi - bez laptopa, bez internetu, bez telefonu komórkowego. Mimo to o wiele więcej wrażeń. Bez codziennego pośpiechu i tysiąca informacji atakujących umysł zaczynają wyostrzać się zaniedbane zmysły: czuć chłód wieczora, powiew wiatru, zapach jeziora, świeżo ściętego drzewa, dymu z ogniska, szorstkość kloców drewna.
W mieście - klimatyzowane, jałowe powietrze o stałej temperaturze, jednaka gładka faktura przedmiotów - klawiatury, kierownicy, sztućców, zabawek w pokoju dziecka. Bezpiecznie, ciepło, komfortowo.
Może prawdziwe życie jest gdzie indziej? A tu jesteśmy tylko w trybach większej maszyny, utrzymywani w sterylnych warunkach, jak bakterie w fabryce jogurtu, byśmy dłużej mogli posłużyć?
Eeee, tylko taka depresja pourlopowa :)
Zobacz inne wpisy
Przypomniał mi się dowcip/cytat, coś takiego:
Wiesz, oprócz komputerów jest jeszcze rzeczywistość: kwiaty, drzewa, żywi ludzie...
To znaczy gdzie, za firewallem?...
Jest coś przerażającego w tym poniekąd zabawnym cytacie, jeśli człowiek zda sobie sprawę, że niektórzy ludzie naprawdę tak właśnie żyją. Nie znają innego świata, nie znają niczego "poza firewallem". Otaczają się taką zaporą z jednej strony żeby się zabezpieczyć (to bezpieczeństwo o którym piszesz) ale z drugiej tracą prawdziwe życie. Właśnie te kłody drewna, zapach ogniska, brzęczenie komarów ;-) Człowiek żyjący w takim oddzieleniu od rzeczywistości staje się trybikiem maszyny, przestaje być już człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Zamyka się w pudełku i nie rozumie, co się dzieje poza jego ściankami.
Człowiek, który wie, że jego pudełko jest tylko jednym z wielu i jest świadom tego co się dzieje "poza firewallem" jest szczęśliwszy. Może dlatego, że wie, że jeśli nawet jego pudełko się zawali to to nie koniec świata?... Trzeba za wszelką cenę do tego dążyć, żeby ludzie mieli świadomość, że praca i codzienne obowiązki to nie wszystko - nawet jeśli to się zawali, to świat będzie daleki od katastrofy i zawsze można sobie znaleźć inne miejsce.
A na zakończenie - szczęśliwi Ci, którzy mogli się wyrwać w ten weekend na jakiś wyjazd, a nie siedzieć w pracy co drugi dzień :-)
08/05/2007,
TomekG
Witam!
Rozumiem doskonale o czym piszecie. Ja ładowałam "akumulatory" na Podhalu w długi łikend. Wspinaczka po górach wpływa na mnie kojąco. Przyznam, że pojechałam z premedytacją to znaczy chciałam sprawdzić siebie z dala od zgiełku i pracy, która szczelnie wypełnia mój czas codziennie.
Moje wnioski:
1. Zobaczyłam, że prawdziwie życie właśnie się toczy ze mną w roli głównej, to znaczy jestem tu gdzie jestem i dobrze mi z tym :-).
2. Kiedy odbijałam się w prześwietlonej słońcem tafli jeziora Smreczyńskiego uświadomiłam sobie (po raz kolejny zresztą :-)), że to czego szukam to równowaga i spokój w życiu.
3. Najważniejsza moim zdaniem jest umiejętność korzystania z tego, co jest nam dane (z dobrodziejstwem inwentarza - łącznie z trybami mniejszymi i większymi, w które się wpakowałam).
Reasumując chciałabym tylko szybciej się uczyć i mieć więcej wiary w siebie, ludzi.
Pozdrawiam serdecznie....