Dzieci wiedzą lepiej
15/07/2006 · Link

Półtora roku temu zamieszkało z nami dziecko. Wkrótce potem okazało się, że co prawda jest miłe, słodkie i przytulaśne, ale poza tym jest również bardzo surowym nauczecielem. Lekcje są udzielane bezpłatnie dzień w dzień, od rana do wieczora - o wakacjach, usprawiedliwionych nieobecnościach czy wagarach nie ma oczywiście mowy :)
Oto jedna z tych lekcji: dziecko wymaga w kontakcie z sobą stuprocentowego zaangażowania. Nie ma mowy, by układać klocki jedną ręką a w drugiej trzymać gazetę lub przewracać kartki w książeczce gawędząc w międzyczasie z żoną. Nie. Każda taka próba będzie bezlitośnie i konsekwentnie ukarana wrzaskiem i/lub płaczem. Sygnał jest czytelny: wymagam pełnej uwagi.
Co ciekawe dziecko znacznie lepiej przyjmuje postawienie sprawy w ten sposób: "Zbudujemy razem domek z klocków
a potem poczytam gazetę". Wtedy sytuacja jest jasna - bawimy się razem a potem tata ma czas dla siebie. To dziecko jest w stanie zaakceptować, choć trzeba przyznać, że czas wolny wydzielany rodzicom jest bardzo ograniczony :)
Lekcja wydaje się trywialna, ale przyjrzyjcie się ludziom wokół siebie. Jak zachowują się w kontaktach z innymi ludźmi ? Jak w kontaktach z Wami? Czy zdarza się, że w trakcie rozmowy skanują wzrokiem emaile, w czasie spotkań odbierają telefony lub piszą smsy? Zerkają na rozłożoną na stole gazetę? Bawią się spinaczami lub wyglądają za okno? Rozmawiając przez telefon oglądają telewizję? Z moją pótoraroczną córką by to nie przeszło, a co ciekawe jest to akceptowane przez szefa czy współpracowników! Menadżerowie zachowują się tak w stosunku do podwładnych. Sprzedawcy względem klienta. I uchodzi to płazem!
Lekcja od mojej córki: nie róbmy tak. Poświęcajmy uwagę wyłącznie naszemu rozmówcy. Krótka lista kontrolna:
- Patrzmy na rozmówcę. Nie za okno. Nie na monitor z włączonym programem pocztowym. Nie na telewizor.
- Słuchajmy rozmówcy. Nie reagujmy na rozmowy toczone dookoła. Nie wyłapujmy lecących w radiu wiadomości.
- Nie pozwólmy na przerwania. Nie odbierajmy telefonów. Wyłączmy telefon komórkowy. Monitor. Telewizor.
- Skupmy się na rozmówcy i rozmowie. Nie myślmy o następnym spotkaniu, o niezwiązanych z rozmową problemach, o tym jak fajnie byłoby pływać w jeziorze zamiast siedzieć w biurze.
- Nie patrzmy na zegarek. Ani ten w komórce, ani ten na ścianie, ani na ręku rozmówcy.
Przejście w tryb "wyłączności" daje rozmówcy poczucie, że szanujemy go i jego czas. Że on i jego problem są dla nas ważne. Nie jest tak, że byle telefon lub email są od niego ważniejsze. Traktując go w taki sposób budujemy z nim całkiem inne relacje niż więszkość osób z którymi ma on kontakt na co dzień. A to ustawia nas na zupełnie innej pozycji niż "wielozadaniowców".
Jeśli czekacie na ważny telefon lub email, to powiedzcie o tym rozmówcy na samym początku rozmowy. Przeproście go z góry, że będziecie musieli zerkać na komórkę lub ekran i potencjalnie przerwać rozmowę. To samo jeśli macie ograniczenie czasowe: uprzedźcie rozmówcę na początku, że będziecie musieli kontolować czas spotkania.
Zalecany drobny eksperyment: Podczas najbliższego spotkania, jak tylko zadzwoni Wasza komórka, to bez sprawdzania kto dzwoni
odrzućcie nadchodzącą rozmowę telefoniczną. Zobaczcie jaki to ma wpływ na stosunek Waszego rozmówcy do Was.
Zastrzeżenie: nie namawiam do socjotechnicznych sztuczek w celu manipulowania ludźmi.
Zachęcam do zmiany wewnętrznego nastawiania. Ludzie wokół nas i ich problemy są ważne (jeśli dla Was nie są, to może lepiej w ogóle nie poświęcać na nie czasu?) i zasługują na wyłączną uwagę. Warto sobie uświadomić, że naprawdę telefon może poczekać. Traktujmy ludzi wokół nas tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.
Ogólniejsza uwaga: warto mieć dzieci. Są dobrymi nauczycielami.
Zobacz inne wpisy
Pięknie powiedziane. Cudownie mieć taką postawę i na szczęście od dłuższego czasu mam, bo zaczęłam zwalniać tempo (chociaż w moim wieku powinno być odwrotnie). Kiedy zwrócę uwagę komuś, z kim rozmawiam, że czuję się ignorowana (bo w czasie rozmowy robi 10 innych rzeczy), to patrzy na mnie jak na UFO. Że niby takie zachowanie teraz jest normalne i oczywiste. Dla mnie nie jest. Albo jak zapytam: "Ale właściwie, to gdzie Ty się śpieszysz?", to słyszę: "Nie wiem". To przykre.
Jeśli chodzi o to, że telefon może poczekać, to też nie do końca (tzn. z punktu widzenia dzwoniącego). Każdemu śpieszy się, więc jak dzwoni, to oczekuje tu, teraz, natychmiast - egoistycznie kradnąc nam czas i obrażając się, że nie podnosimy. A jak oddzwonimy po 5 minutach, to: "Już nic, już sobie sam poradziłem". Ja się z tego śmieję, bo co mi pozostało :)
p.s. Miło czyta się Twoje teksty, bo jest taki nieliczny, rozsądny głos, który namawia do spokoju. To taki mały dowód, że jednak można...