Wyniki Global Code Jam
29/10/2006 · Link
Zakończył się właśnie jeden z najbardziej znanych (obok Top Coder) konkursów programistycznych - Global Code Jam organizowany przez Google. Tegorocznym zwycięzcą został rosyjski student Pyotr Mitrichev. Drugie miejsce zajął reprezentant Stanów Zjednoczonych, trzecie również przypadło Rosjaninowi. Przypomnijmy, że rok temu zawody wygrał te Marek Cygan, student Uniwersytetu Warszawskiego.
Z ciekawości przejrzałem
listę finalistów tegorocznych zawodów. Zdecydowanie najwięcej finalistów umieściły następujące kraje:
| Russian Federation | 33 |
| China | 13 |
| Poland | 11 |
Pozostałe kraje miały nie więcej niż sześciu finalistów. Ale oczywiście kraj krajowi nie równy, więc porównałem liczbę finalistów tego konkursu z ludnością kraju:
Wykres przedstawia liczbę finalistów na milion mieszkańców; uwzględniłem tylko kraje, które ulokowały co najmniej dwóch finalistów. Do interpretacji proponuję podejść z rezerwą - nie jest uwzględniona chociażby struktura wiekowa społeczeństw, a przecież w takim konkursie startują raczej młodzi ludzie. Lepszym odniesieniem byłaby zapewne liczba studentów lub ludzi w wieku do 24 lat, niestety nie dysponowałem takimi danymi. Niemniej pozwolę sobie na kilka luźnych spostrzeżeń:
- Ciekawa jest silna pozycja naszego regionu. Pierwszy kraj spoza Europy jest dopiero na 7. miejscu!
- Zaskakująca (dla mnie) jest słaba pozycja Stanów Zjednoczonych, bądź co bądź potentata jeśli chodzi o różne aspekty informatyki.
- Większość krajów z czołówki leży na północ od 50 równoleżnika. Przypadek?
Cieszy mnie wysoka pozycja Polski. Pojawiające się od kilku lat sukcesy w tej dziedzinie kontrastują z ogólnym bardzo pesymistycznym postrzeganiem naszego kraju. A poza tym może lepiej odnosić sukcesy w programowaniu niż kopaniu piłki?
Koledzy i Koleżanki - jakieś inne wnioski?
Zobacz inne wpisy
Programowanie naszym narodowym sportem?:) Kto wie... Na pewno nie jest to piłka nożna! Świetna analiza i porównanie swoją drogą. A z tego co wiem Amerykanie nigdy nie byli wybitni w tego rodzaju konkursach. A jeśli pojawiają się już jacyś laureaci z tego kraju, to zazwyczaj jest to wynik dużego importu tęgich głów do tego kraju z Europy i Azji - nie zdziwiłbym się, gdyby ten reprezentant USA, który zajął drugie miejsce miał wybitnie Azjatycką urodę:)
Parę lat temu, w okresie pierwszej gorączki internetowej, przeczytałem (zapewne w Computerworld) artykuł o walkach o zwiększenie liczby wiz pracowniczych dla pracowników IT.
W skrócie -- w USA powstaną setki tysięcy miejsc pracy dla informatyków/programistów. Problem był niestety jeden -- mało który Amerykanin chciał iść na studia techniczne -- o wiele więcej można było zarobić (i pewnie nadal można) po prawie lub medycynie.
Inżynierów więc trzeba było sprowadzać.
I pewnie do dziś się nic nie zmieniło.
29/10/2006,
Grzegorz
Krzysiek, Grzegorz,
USA to bez wątpienia kraj budowany wciąż przez imigrantów. Kraj, który wciąż jest postrzegany jako ziemia obiecana, a w konsekwencji przyciąga najdynamiczniejsze, najzdolniejsze i najodważniejsze jednostki z całego świata. I taki kraj, zapewne mógłby być potęgą gospodarczą (w tym przypadku: informatyczną) bez bardzo silnego zaplecza edukacyjnego.
Ale przecież ten kraj ma bardzo silne ośrodki edukacyjne! Najlepsze uczelnie techniczne na świecie są w USA - Stanford, MIT, Berkeley, California Institute of Technology... I mają znakomitą kadrę (też w dużym stopniu napływową), bo zapewniają jedne z najlepszych na świecie warunków pracy naukowej. Co więc sprawia, że studenci (choćby i imigranci) nie biją na głowę reszty świata?
Może po prostu dobrzy studenci mają tam inne priorytety niż starty w konkursach? Może uczelnie zapewniają im dostateczną ilość wyzwań? Albo są bardzo prędko wysysani do pracy w firmach? Lub wolą angażować się w próby budowania własnych firm? Może mają dostateczną ilość doskonałych ofert pracy, że nie muszą budować sobie CV przez start w konkursach?
Co sądzicie o takim wytłumaczeniu?
Pozdr.
Marek
Nie napisałem tego wyraźnie, ale w USA informatycy to nie czołówka listy płac.
Podane przez Ciebie, Marku, przyczyny, też na pewno grają dużą rolę.
Generalnie w USA wyzwań chyba nie brakuje, jak ktoś ich szuka.
09/11/2006,
Grzegorz